Chociaż bywały okresy, w którym starałem trzymać się jak najdalej od polityki, zawsze wracała ona do mnie jak bumerang. Trudno się dziwić – moje pierwsze wspomnienie z nią związane to wybory prezydenckie 2005 (miałem wtedy 11 lat), kiedy namówiłem mamę do wzięcia udziału w wyborach… po raz pierwszy w jej życiu. Od tego czasu karnie stawiamy się przy urnie i żywo dyskutujemy na temat naszych politycznych wyborów.

Pamiętam, że w szkole – gimnazjum, potem liceum – i w każdym właściwie środowisku w którym się znalazłem, czułem lekki wstyd obserwując kolegów z wielką pasją oddających się jakiemuś swojemu hobby. Niektórzy jeździli na rowerach, inni profesjonalnie pływali albo interesowali się motoryzacją. Sam próbowałem wejść w ten świat, dopóki nie uzmysłowiłem sobie – hej, Michał, przecież Ty też się czymś pasjonujesz! Oglądasz wiadomości, prowadzisz bloga komentując polityczne wydarzenia i wreszcie – angażujesz się społecznie w harcerstwie i milionie różnych organizacji…

Zacząłem studiować politologię. Pracowałem jako asystent dla europosła, wiceministra, ministra, jako grafik dla pewnej partii politycznej, w pewnej fundacji działającej w branży energetycznej, w pewnym ministerstwie przy organizacji dużych wydarzeń (jak np. Szczyt Dyplomacji Ekonomicznej i Regionalnej). Brałem udział łącznie w 5 kampaniach wyborczych (w trzech jako sztabowiec) a w jednej byłem kandydatem. Poznałem trochę politykę od wewnątrz. 

Miałem jednak mało okazji do dzielenia się swoimi przemyśleniami na tematy polityczne; wiadomo, że praca dla polityków trochę tę możliwość ogranicza. Teraz postanowiłem przejść na ten wyższy level i porozmawiać z Wami o Polsce.