Misja to bardzo górnolotne słowo w przypadku osoby, która zwyczajnie szuka swojej przestrzeni do podzielenia się własnymi przemyśleniami i wiedzą. Skoro jednak ktoś już tu zagląda, a moje teksty nie lądują w szufladzie w ramach „wkurza mnie to, ale nie powiem tego publicznie”, postanowiłem zadać sobie pytanie co chciałbym osiągnąć po rozmowie face to face z drugim człowiekiem, jak powinna taka rozmowa wyglądać i przełożyć te wyobrażenia na rzeczywistość internetową.

Przede wszystkim, postarałbym się wypowiadać pełnymi zdaniami, oczekując tego samego od drugiej osoby. W pierwszych słowach zapewniłbym ją, że jestem człowiekiem otwartym i nie zamierzam przekonywać nikogo do swoich poglądów na siłę – ba! Zgodnie z prawdą zapewniłbym, że sam gotów jestem zrezygnować ze swoich, jeśli okażę się, że racji nie mam.

Chrząkałbym z niesmakiem, słysząc bluzgi i wyzwiska (wobec siebie i wobec kogokolwiek), stopując wreszcie rozmówcę stwierdzeniem, że możemy negatywnie odnosić się do czyichś poglądów – ale każdemu człowiekowi należy się szacunek. Krytykujmy działania, ale nie ludzi.

Gdybym dowiedział się, że mój rozmówca niezbyt angażuje się w politykę, nie obserwuje jej zbytnio, nie głosuje, a rozmowa ze mną jest zupełnie przypadkowa, bo w sumie stoimy w kolejce w Biedronce i głupio byłoby milczeć…

… pewnie przeniósłbym rozmowę na pogodę albo zwierzęta domowe…

… i używając pogodowych metafor, kazał wyobrazić sobie rozmówcy, że każde „nie obchodzi mnie” to jedna, dodatkowa wichura i tuzin drzew wyrwanych z korzeniami.

A gdyby się – jakimś cudem – okazało, że to zadziałało, spróbowałbym swojemu rozmówcy rozjaśnić nieco mechanizmy polityki, podpowiedzieć gdzie powinien zwrócić się w razie chęci zaangażowania w nią, a jeśli kolejka w Biedronce byłaby naprawdę długa… wysłałbym z nim petycję online. W jakiejś ważnej sprawie.

Jeśli po lekturze mojego bloga, obejrzeniu moich filmów i wysłuchaniu podcastów, chociaż jedna osoba zacznie się bardziej angażować; pójdzie na wybory, przeczyta programy kandydatów, weźmie odpowiedzialność za swoje podwórko, uznam swoją pracę za sukces.