Udostępnij

Szczerze – fakt, że Strajk Kobiet i jego liderki będą starały się przekuć sukces uliczny w sukces polityczny, był niemal pewny. Można się z tym nie zgadzać, można zarzucać Marcie Lempart zaprzepaszczanie potencjału całego ruchu, który w swych założeniach miał być – jak wielu myśli – awangardą walki o li tylko realizację postulatów aborcyjnych. Można, bo to wolny kraj. Ale takie podejście śmierdzi mi trochę hipokryzją albo (nie)poważną naiwnością wobec politycznych realiów w Polsce.

Przeczytałem od wczoraj multum publicznych utyskiwań i pretensji; choć szanuję – nadziwić się nie potrafię. Nie naiwności, z którą ludzie do protestu przystępowali – sam przecież, jak widzieliście po moim profilu, rzuciłem się w wir walki, pełen emocji i oseskowej nadziei na lepsze. Zdziwienie wywołuje u mnie oczekiwanie, że Marta Lempart i ekipa Strajku Kobiet, po wygranej bitwie i uruchomieniu takiej energii, rozejdą się do domu i wsadzą sztandary do starej skrzyni po czym siądą do spisywania wspomnień dla wnucząt. Powiem więcej; odpowiedzialność wobec wyniesionych na te sztandary postulatów, wobec ludzi i wydarzeń ostatnich dni nakazuje wręcz pójść dalej. Jeśli nie jesteście wyznawcami którejś z dominujących religii, raczej nie wierzycie w cuda. A bez politycznej platformy, realizacja postulatów – w tym kraju – z takim cudem graniczy.

Powie ktoś: ale ja się z tymi postulatami nie zgadzam i wkurza mnie, że Strajk Kobiet wykorzystuje moje zaangażowanie w promowanie rzeczy i spraw, w które nie wierzę.

Odpowiem: żeś się z choinki urwał/-a?

Protesty tylko w pierwszych godzinach można było nazwać “pospolitym ruszeniem” – choć od początku ich katalizatorem i prowodyrem był Strajk Kobiet (hej, właśnie po to istnieje społeczeństwo obywatelskie, NGOsy, etc.!). Dbając o to by nie stać się bezwładnym narzędziem w rękach bezlitosnych i żądnych krwi aktywistów, w ich bezwzględnej próbie realizacji agendy z którą mógłbym się nie zgadzać, na bieżąco dowiadywałem się w jakim kierunku to wszystko ewoluuje. Myślę, że momentem przełomowym, w którym puryści strajkowi mogliby się rozczarować, było ogłoszenie pierwszych postulatów. Pamiętacie?

„Wypierdalać z oświadczeniem Przyłębskiej”
„Wypierdalać z Przyłębską”
Chcemy prawdziwego TK
Chcemy prawidłowo obsadzonego i funkcjonującego Sądu Najwyższego
Chcemy prawdziwego Rzecznika Praw Obywatelskich
Chcemy nowelizacji budżetu – więcej pieniędzy dla ochrony zdrowia, pomocy dla pracowników, przedsiębiorców, kultury i realnego wsparcia osób z niepełnosprawnościami
Chcemy pełni praw kobiet, legalnej aborcji, edukacji seksualnej, antykoncepcji
Chcemy pełni praw człowieka
Chcemy świeckiego państwa, w tym zaprzestania finansowania Kościoła z budżetu państwa („i wypierdalać z religią ze szkół”)
Chcemy dymisji rządu.

Nie pamiętam wtedy chóru oburzonych, że do postulatu aborcyjnego dołączyły postulaty dot. pieniędzy na ochronę zdrowia, dymisji rządu czy świeckiego państwa. Jeśli ktoś dzisiaj czuje, że jego zaangażowanie zostało wykorzystane w złej, politycznej grze, właśnie wtedy powinien zrezygnować z popierania strajku, posługiwania się jego symbolami i wymyślić inną formę protestu. I nie przyjmuje tutaj wymówki: nie widziałem/-am tych postulatów, nie podejrzewałem/-am, że to będzie się polityzować. Jesteśmy poważnymi ludźmi czy nie?

Ja spojrzałem, przeczytałem, zgodziłem się – i walczyłem dalej. Nie wymagało to ode mnie długich godzin spędzonych w zaszyfrowanych dokumentach – tylko kilku minut przeglądania newsów.

Udostępnij