Udostępnij

Zbigniew Rau będzie nowym ministrem spraw zagranicznych – poinformował premier Mateusz Morawiecki. Dotychczasowy przewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych zastąpi na stanowisku szefa MSZ Jacka Czaputowicza. Wg wiceministra MSZ, Pawła Jabłońskiego, “nie powinno być to zaskoczeniem dla nikogo, że polityk o konserwatywnych poglądach zostaje ministrem w konserwatywnym rządzie”. Problem pojawia się jednak, gdy na tak ważne stanowisko powołany zostaje polityk z dobrze udokumentowaną historią dziwnych, odczłowieczających wypowiedzi, jawnie wspierający działalność ONR. 

Kliknij, żeby powiększyć

I niewiele zmienia tu fakt, że Zbigniew Rau jest autorem licznych publikacji naukowych dotyczących m.in. myśli Johna Locke’a i Alexisa de Tocqueville’a oraz teorii liberalizmu, wykładowcą akademickim i że na co dzień zajmuje się polityką zagraniczną. Nie chcę tym tekstem przyłączać się do chóru defetystów i wieszczyć pewnej katastrofy. Trudno jest mi jednak wyobrazić sobie, że nasz nowy szef dyplomacji będzie przez kogokolwiek poważnie potraktowany – np. broniąc demokracji i praw człowieka w Białorusi – po sugestii, że działania ruchu LGBT dążą do legalizacji pedofilii i zoofilii. Gdzie tu wiarygodność?

Dlaczego to dobrze, że Czaputowicz odszedł

Rezygnacja Jacka Czaputowicza ze stanowiska ministra spraw zagranicznych przyszła w mocno niefortunnym – nie tylko dla PiS, ale i Polski – momencie. Tuż za wschodnią granicą mamy wiosnę ludów, w Rosji główny opozycjonista, Aleksiej Nawalny, zostaje w biały dzień otruty i nie pozwala się na jego leczenie w Niemczech. W kraju tak mocno skoncentrowanym na polityce wschodniej jak Polska, tematy te powinny postawić na nogi całą dyplomację, a ta powinna wykorzystać wszystkie swoje zasoby i narzędzia. Zero półśrodków. Oczywiście rezygnacja Jacka Czaputowicza nie powinna być jednak dla nikogo zaskoczeniem; było to zapowiadane już jakiś czas temu. No właśnie… “zapowiadana rezygnacja szefa MSZ” brzmi jak przepis na katastrofę. Byliście kiedyś w sytuacji, kiedy ogłosiliście w firmie odejście i nagle wszystkie sprawy którymi się zajmowaliście, zaczęły trafiać na wszystkie biurka tylko nie wasze?

Tu sytuacja wygląda podobnie. Jak minister, który zapowiedział swoje odejście, ma umawiać spotkania dyplomatyczne, wpływać na kogokolwiek i cokolwiek, jeśli wszyscy wiedzą, że jest “na wylocie”? W tym kontekście dobrze się stało, że Jacek Czaputowicz odszedł teraz a nie za dwa, trzy miesiące. Szkoda tylko, że nie od razu po swojej deklaracji i że szansę  na “nowe otwarcie” dostaje taka osoba jak Zbigniew Rau a nie ktoś jednak mniej kontrowersyjny.

Dlaczego ktoś tak kontrowersyjny nie powinien pełnić funkcji ministra spraw zagranicznych

Ustalmy jedno – zarzutem wobec Rau nie jest to, że ma konserwatywne poglądy. Zarzutem jest to, że będąc konserwatystą i “wannabe” dyplomatą, ma niewyparzony język i zbyt chętnie posługuje się wyolbrzymieniami i uogólnieniami, byle tylko komuś dokopać. To czyni go idealnym aparatczykiem partyjnym, ale z pewnością nie dodaje jego karierze w dyplomacji kolorów (co najwyżej brunatnego). Dam sobie rękę uciąć, że Zbigniew Rau w olbrzymiej części nawet nie wierzy w to co mówi. Wykładowca akademicki bojący się, iż walka ze zmianami klimatycznymi skończy się legalizacją kanibalizmu? (Teraz wyobraźnia w ruch – Zbigniew Rau w ekipie negocjującej Zielony Ład). Będąc prezydentem Rosji, otwierałbym właśnie szampana i organizował dyskotekę na Kremlu.

Źródło: fanpage Polska Partia Socmemistyczna

Są dwie opcje: albo będzie powtarzał swoje bzdury, wychodząc na oszołoma któremu nikt nie podaje ręki, albo pospiesznie zacznie to wszystko odwoływać, stając czempionem w walce o prawa człowieka. Czempionem któremu jednak nikt nie wierzy, bo już nieraz odwoływał to co powiedział. Pamiętacie jak tuż po wyborze Czaputowicza, Kaczyński oznajmił, że jest on swego rodzaju eksperymentem, ponieważ osoba którą bardzo chcieli na tę funkcję w ostatnim momencie zrezygnowała? Mam przekonanie graniczące z pewnością, że ze Zbigniewem Rau jest dokładnie tak samo – 10 osób PiSowi odmówiło, wzięli tego co niczego – i nikogo, nawet Boga – się nie boi.

Wyzwania

No właśnie, Rau trzeba przyznać jedno – chłop jest odważny. Albo głupi. Przejmuje jedno z kluczowych ministerstw (wciąż, mimo przejęcia głównego ciężaru dyplomacji przez Premiera i Prezydenta RP), w sytuacji kryzysu za wschodnią granicą, kryzysu gospodarczego i wynikających z tego napięć w UE.

Jestem wielkim zwolennikiem zasady “100 dni” – tradycji dawania nowomianowanym politykom stu dni, zanim rozpocznie się ocenę ich działalności na danym stanowisku. Daje im to możliwość ruszenia z kopyta bez oglądania się na grymasy medialne; pozwala zapoznać się z wyzwaniami i zebrać – jak to mówił Fronczewski – drużynę przed wyruszeniem w drogę. I życzę Zbigniewowi Rau wszystkiego najlepszego (bo dobrze życzę Polsce). Mam nadzieję, że podsumowanie na 100 dzień sprawowania funkcji będzie wspaniałą laurką… zważywszy jednak na przeszłość nowego ministra, jego wypowiedzi medialne, pozostaję zdecydowanym pesymistą. Mam nadzieję, że wybór Zbigniewa Rau nie okaże się dla Polski Raumagedonem.

Udostępnij